Blog > Komentarze do wpisu
Multikulti

Barcelona to miasto, w którym miesza się świat. Maksymalnie kosmopolityczne. Aleksander Bochenek studiuje tu fotoreportaż. W Krakowie przesiadywał zwykle w jednej knajpie: w urządzonych na francuską modłę „Kolorach” na Kazimierzu. W Barcelonie zna podobny pub – bardziej jednak multikulti niż krakowski pierwowzór: Candelę w dzielnicy El Raval. Tylko właściciel tego lokalu pochodzi z Barcelony, reszta personelu m.in. z Włoch, Maroka, Francji.. Ulubiona barmanka Aleksandra jest pół Szwedką, pół Syryjką – pracuje w Teatrze, ale to nie wystarcza, więc dorabia w barze (dobry barman może wyciągnąć nawet trzy, cztery tysiące euro miesięcznie). – Często spotykam tu Argentyńczyka, który komponuje muzykę do filmów dokumentalnych – mówi Aleksander. W knajpie w Barcelonie poznał też: Koreańczyka studiującego tu MBA, Tajwańczyka, też z MBA, faceta z Nowego Jorku, pracującego jako konsultant, 18 – letnią Katalonkę zarabiającą na układaniu ciuchów w sklepie, Portugalkę studiującą prawo.  

Wcześniej Aleksander studiował pół roku w Tokio - globalne procesy ocieplenia i ich wpływ na procesy społeczne. Teraz te procesy obserwuje na prywatny użytek w Barcelonie. Gdzie ludzie są szczęśliwsi? W Tokio czy w Barcelonie? - pytam? W Tokio są bardziej bezemocjonalni, nic z ich twarzy nie wyczytasz.. Ale gdy jeździłem metrem, raz na dwa, trzy tygodnie było unieruchamiane, bo trzeba było zbierać kogoś z torów... Tu nie spotkałem się z czymś takim.. Może pogoda, dużo jodu w powietrzu wpływa na uspokojenie –spekuluje.

Uważa, że młodzi ludzie z BCN nie mają najgorzej: zarabiają ponad tysiąc euro, na mieszkanie (zazwyczaj w kilka osób) przeznaczają 200, 300 – prawie tysiąc zostaje na ciuchy i zabawę. Problemy zaczynają się, gdy chcą założyć rodzinę lub kupić mieszkanie, to ostatnie szybko okazuje się niemożliwe. –Wówczas  lądują pod Ratuszem. Tam co dwa dni odbywają się demonstracje…- mówi Aleksander.

 

Wieczory w Barcelonie: w połowie z Katalończykami, w połowie z ludźmi z najprzeróżniejszych stron świata. Byłam m.in. u Amerykanki, która siedem lat temu wszystko co miała sprzedała w Internecie i z Kalifornii przeniosła się do BCN. Znalazla tu swoje miejsce. Część mieszkania odnajmuje teraz studentom. Napiszę jeszcze sporo w Gazecie o tych ludziach i nocach w weekendowej Barcelonie.

niedziela, 28 października 2007, magdalena.kursa
Komentarze
2007/11/19 18:15:52
Pani Magdo!

Pisze Pani bardzo interesujaco i przyjemnie sie czyta, ale mam wrazenie, ze wiele rzeczy, o ktorych Pani pisze to tylko wrazenia z podrozy a nie "barcelonska rzeczywistosc"... Jak sadze nie przebywala Pani zbyt dlugo w Barcelonie. Ja mieszkam tu od ponad dwoch lat i praktycznie nie znam osob, ktore placa 200€ za wynajem pokoju, chyba, ze jest to pokoj bez okien, klitka o wymiarach 4m2 gdzie ledwo miesci sie lozko....i to z dala od centrum miasta!!! Srednie ceny wynajmu w miare przyzwoitego mieszkania nie schodza ponizej 320-350€....

Pisze Pani jak to Katalonczykom zostaje "mnostwo" pieniedzy na zabawe... coz... odliczajac z typowej pensji 1000€ (Osoby mieszkajace w Hiszpanii nie bez powodu nazywa sie "mil euristas") koszt mieszkania, oplat, telefonu, a przede wszystkim jedzenia, ktore pochlania srednio 1/3 pensji albo i wiecej (bo w koncu wizyta w supermarkecie i zakup kilku podstawowych produktow to wydatek rzedu 20-25€) a przeciez wiele pracujacych osob w tygodniu zywi sie na miescie bo nie zdaza dojechac do domu w czasie 2-godzinnej przerwy na obiad... (menu to wydatek rzedu 8-12€ w zaleznosci od dzielnicy)...
Zapewniam Pania, ze niewiele zostaje na wspomniana juz zabawe.. A sami Katalonczycy narzekaja prawie kazdego dnia jak ciezko i biednie zyje im sie w tej wspanialej metropolii, ktora cenami przewyzsza nawet stolice Hiszpanii.

W koncu temat dobrego barmana, ktory moze zarobic 3000-4000€ na miesiac... Byc moze...gdzies na Rambli obleganej przez tysiace turystow.. i pracujac po 15 godzin dziennie bez chwili wytchnienia... A praca w typowym barze jakich pelno w l´Eixample, Born czy Raval´u - coz... jesli ktos dostanie 8€ za godzine to bedzie to wielki sukces...

Podoba mi sie jak Pani pisze i zgadzam sie z wieloma rzeczami, ale mam wrazenie, ze patrzy Pani na Barcelone prze "cudowne rozowe okulary"...