RSS
poniedziałek, 12 listopada 2007
Znów w KRK

Od jakiegoś czasu jestem już w KRK. Po hiszpańsko - włoskich dniach. Szoku kulturowego nie przeżywam -  szok termiczny owszem. Taka aura ma jednak jeden plus - miło się zakopać w domu, snuć wspomnienia z podróży, robić notatki. Czyli to, co akurat robić muszę i chcę...

Poniżej rodzaj syntezy dla "Gazety":

Tęsknota za Eixample!

Barcelonę i Kraków łączy jedno: oba miasta kochane są przez mieszkańców za jakość i urodę życia. Problem jednak w tym, że w KRK tę jakość udaje się - poza Śródmieściem - wyrwać niewielu fragmentom miasta. BCN tymczasem serwuje swoim mieszkańcom całe połacie dzielnic, w których jest wszystko, co ludziom trzeba do dobrego życia: mieszkania, biura, sklepy, urzędy, place zabaw, kawiarnie. A pod tym wszystkim rozpędzone do późna w nocy metro. Pewno właśnie tym różni się urokliwe zabytkowe miasto z piękną starówką od prawdziwej europejskiej metropolii.

Przez cały mój pobyt w Barcelonie mieszkałam w secesyjnej Eixample, najbardziej barcelońskiej z barcelońskich dzielnic. Chodziłam po wzorzystych płytkach chodnikowych (dbałość o detal!), jeździłam na rowerze (gęsta sieć wypożyczalni!), podwożono mnie motorem. Ani razu nie utknęłam w korku, ani razu nie szukałam sklepu spożywczego, kiosku z gazetami czy stolika kawiarnianego dłużej niż dwie minuty. W tej światowej metropolii co krok natrafiałam a to na butik z guzikami, a to zakład fryzjerski, sklep z morskimi rybami, pracownię krawiecką itp. Katalońska stolica jest bowiem maksymalnie przyjazna ludziom: wśród modernistycznych kamienic kolorami mienią się place zabaw, uczniowie w drodze do szkoły ciągną tornistry na kółkach, zajęcia na uczelniach odbywają się nawet bardzo późno wieczorem (by pracujący nie musieli się śpieszyć). W tym wszystkim tkwi tylko jeden poważny minus: niebotyczne ceny mieszkań. Barcelończycy żartują, że zaczynają mieszkać w „zachodnich komunałkach” - mieszkaniach dzielonych nie tylko przez studentów, ale nawet przez kilka rodzin naraz. - Do was do Krakowa też do przyjdzie! - przestrzegali mnie.

Turystów w Barcelonie spotkałam zatrzęsienie, w dzielnicy Eixample niewielu - tylko przed budowlami Gaudiego. Przyjezdni tłoczą się tu bowiem wokół Rambli, słynnego deptaku odchodzącego od morza. Mieszkańcy mają swoje, nie mniej atrakcyjne dzielnice. Po tej wizycie zostało mi więc głowie sporo detalicznych pomysłów na lepszy Kraków (o nich będę pisać w następnych dniach) i jedno generalne przekonanie: każdy prezydent Krakowa, radny, polityk, który będzie chciał to miasto zmienić, musi zadbać przede wszystkim o dwie rzeczy. Po pierwsze - zapewnić Krakowowi kręgosłup komunikacyjny właściwy każdej metropolii - jak nie metro, to przynajmniej szybką kolej miejską; po drugie - nie dopuścić, by miasto rozpełzało się i rozczłonkowywało bezwładnie w kierunki atrakcyjne tylko dla inwestorów. By zamiast placów i ulic, powstawały kolejne osiedla betonowych klocków, do których mieszkańcy tylko przyjeżdżają lub z których wyjeżdżają, spędzając całe dnie w samochodach i autobusach. Tak może żyje się na przedmieściach Houston, ale nie w Europie. Po Europie można chodzić!

Z Barcelony wróciłam z tęsknotą za Eixample! I za Krakowem, który poza turystycznym Rynkiem i Kazimierzem (coraz bardziej anektowanymi zresztą przez bogatych cudzoziemców) miałby też pierścień zadbanych i doinwestowanych dzielnic - za Dębnikami, Podgórzem, Salwatorem, Grzegórzkami czy starą Nową Hutą, do których zawsze wraca się z przyjemnością. I gdzie można schować się przed uciążliwymi turystami, których zresztą łakniemy równie mocno jak Barcelona.

01:35, magdalena.kursa
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 października 2007
Florencja apeluje do turystów..

Podrabiane torby Chanel, portfele, okulary z nieistniejącymi filtrami. Cały asortyment nielegalnie porozkładany na kocach tuż przy najważniejszych zabytkach. Florencja próbuje rozwiązać ten problem, apelując do turystów, by nie wspierali nielegalnego handlu. Takie ulotki można dostać w każdym centrum turystycznym..

20:07, magdalena.kursa
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 29 października 2007
Następny etap

Barcelona za mną. Tylko część z tego, co przeżyłam, zobaczyłam, odkryłam zdążyłam przelać na bloga. Reszta wkrótce na papierze.

Ale blog czeka jeszcze chwila drugiego życia ... Gdy po raz pierwszy napisaliśmy w "Gazecie" o naszej europejskiej opowieści, o szukaniu porównań między Krakowem, Norymbergą a Barceloną, ktoś z internautów skomentował, że najbliższa nam jest jednak Florencja i że to właśnie w tym mieście powinniśmy poszukać inspiracji.

Tak się akurat złożyło, że właśnie jestem tu przejazdem.. Kilka krakowsko - włoskich impresji znajdzie się więc na barcelońskim blogu.

Na początku optymistycznie: Kraków i Florencja mają coś, czego w BCN nie uświadczysz: sporo stref bezprzewodowego darmowego Internetu. W BCN tylko w bibliotekach, w Krakowie na całym Rynku i w bardzo wielu knajpach. We Florencji bezprzewodować sieć objęła mnie w pierwszym lokalu, w którym zatrzymałam się na kawę. Wykraczała znacznie ponad grupę stolików - młodzi ludzie z laptopami korzystali z niej na całym placu 

 

21:10, magdalena.kursa
Link Komentarze (2) »
Nocą po BCN

W BCN oczywiste, w KRK wciąż nieosiągalne i pilnie potrzebne. Sprawna, logiczna komunikacja nocna. W Barcelonie nocne autobusy rozjeżdżają się we wszystkie zakątki miasta o tej samej porze z Placa Catalunya. (Jak w Warszawie z centralnego). Na placu jest też informacja: dwóch facetów w minibusie udziela info: o ktorej i z ktorego stanowiska.  

Tak naprawdę, mimo licznych nocnych wycieczek nie miałach okazji wypróbować tego systemu - wystarczyło, że metro jeżdzi do późna. Co więcej, w BCN jest plan, by w weekendy podziemne pociągi działały okrągłą dobę. Wierzę, że to zrobią. Nie wiem jednak, czy wierzyć, że w KRK powstanie kiedyś szybka kolej miejska sunąca po kolejowych szynach. Temat odkrywany jest regularnie, ale tylko przed wyborami.

14:14, magdalena.kursa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2007
Multikulti

Barcelona to miasto, w którym miesza się świat. Maksymalnie kosmopolityczne. Aleksander Bochenek studiuje tu fotoreportaż. W Krakowie przesiadywał zwykle w jednej knajpie: w urządzonych na francuską modłę „Kolorach” na Kazimierzu. W Barcelonie zna podobny pub – bardziej jednak multikulti niż krakowski pierwowzór: Candelę w dzielnicy El Raval. Tylko właściciel tego lokalu pochodzi z Barcelony, reszta personelu m.in. z Włoch, Maroka, Francji.. Ulubiona barmanka Aleksandra jest pół Szwedką, pół Syryjką – pracuje w Teatrze, ale to nie wystarcza, więc dorabia w barze (dobry barman może wyciągnąć nawet trzy, cztery tysiące euro miesięcznie). – Często spotykam tu Argentyńczyka, który komponuje muzykę do filmów dokumentalnych – mówi Aleksander. W knajpie w Barcelonie poznał też: Koreańczyka studiującego tu MBA, Tajwańczyka, też z MBA, faceta z Nowego Jorku, pracującego jako konsultant, 18 – letnią Katalonkę zarabiającą na układaniu ciuchów w sklepie, Portugalkę studiującą prawo.  

Wcześniej Aleksander studiował pół roku w Tokio - globalne procesy ocieplenia i ich wpływ na procesy społeczne. Teraz te procesy obserwuje na prywatny użytek w Barcelonie. Gdzie ludzie są szczęśliwsi? W Tokio czy w Barcelonie? - pytam? W Tokio są bardziej bezemocjonalni, nic z ich twarzy nie wyczytasz.. Ale gdy jeździłem metrem, raz na dwa, trzy tygodnie było unieruchamiane, bo trzeba było zbierać kogoś z torów... Tu nie spotkałem się z czymś takim.. Może pogoda, dużo jodu w powietrzu wpływa na uspokojenie –spekuluje.

Uważa, że młodzi ludzie z BCN nie mają najgorzej: zarabiają ponad tysiąc euro, na mieszkanie (zazwyczaj w kilka osób) przeznaczają 200, 300 – prawie tysiąc zostaje na ciuchy i zabawę. Problemy zaczynają się, gdy chcą założyć rodzinę lub kupić mieszkanie, to ostatnie szybko okazuje się niemożliwe. –Wówczas  lądują pod Ratuszem. Tam co dwa dni odbywają się demonstracje…- mówi Aleksander.

 

Wieczory w Barcelonie: w połowie z Katalończykami, w połowie z ludźmi z najprzeróżniejszych stron świata. Byłam m.in. u Amerykanki, która siedem lat temu wszystko co miała sprzedała w Internecie i z Kalifornii przeniosła się do BCN. Znalazla tu swoje miejsce. Część mieszkania odnajmuje teraz studentom. Napiszę jeszcze sporo w Gazecie o tych ludziach i nocach w weekendowej Barcelonie.

02:33, magdalena.kursa
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 października 2007
Archiodpo
Archiodpowiedz na komentarz ws. nowych dzielnic. To prawda, że nowoczesna architektura wBarcelonie budzi emocje, różne zresztą. Moja wczorajsza rozmówczyni, architekt Carme Riba twierdziła, że mimo wielkich i spektakularnych inwestycji, jej zdaniem, nie udało się połączyć różnych pod względem społecznych dzielnic miasta.  Według niej tereny wokół Forum traktowane są jak ziemia niczyja, pustynia.. Ale to chyba nie do końca tak, byłam tam wczoraj wieczór z barcelońskim znajomym: pustki rzeczywiście straszne, dojechalismy skuterem w  deszczu, akurat nie było żadnej imprezy, pogoda też do niczego, ale tenże znajomy mówił, że w lecie chętnie tu przyjeżdża, zwłaszcza, że plaża blisko, a dzięki wytyczeniu Diagonal Avinguida ze ścieżką rowerową pośrodku łatwo się dojeżdża. Twierdził też ( choć mogłam się przesłyszeć, bo wykrzykiwał to przez skuterowy kask w ogromnym pędzie) że kiedyś bał się tych okolic a teraz nie.. i że Barcelona musi się rozwijać, bo coraz więcej osób chce tu mieszkać. Ja akurat wolę te nawet podniszczone kamienice i pewno stałabym z transparentem , by ich nie burzyć, ale to pewno moja cecha osobnicza. Rozumiem, że można myśleć inaczej, zwłaszcza, że Barcelona ma tej XIX wiecznej zabudowy całe połacie
12:07, magdalena.kursa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 października 2007
Inny czas

Rozmowy z architektami. Jedna z nich w najbardziej prestiżowym katalońskim biurze projektowym Alonso&Balaguer (mają biura m.in. w Madrycie i Dubaju). Umawiając spotkania, miałam nadzieję, że wypali choć jedno. Na rozmowę zgodzili się jednak wszyscy. Ich otwartość to znak, jak bardzo zmieniła się pozycja Polski w Europie. Warszawa? Kraków? Gazeta? To dziś otwiera drzwi w Europie. Alonso i Balaguer sami niedługo wystartują z biurem w Warszawie, więc nic dziwnego, że zależy im na kontakcie z Polakami.. Chyba w Krakowie nie wykorzystujemy tego. Mamy co prawda coraz więcej międzynarodowych konkursów architektonicznych, ale i tak pozwalamy zabudowywać miasto byle jak, gdzie i jak komu wygodnie i opłacalnie. 

Luis Alonso mówił mi dziś, że Polska przypomina mu Hiszpanię sprzed ponad 25 lat. Podobna świeżość, podobna eksplozja budowlana, podobne błędy…Uważa (sam projektuje mnóstwo nowoczesnej architektury, również drapacze chmur) że Barcelona jest uwielbiana przez mieszkańców, bo w każdej z dzielnic, zwłaszcza tych z czasów secesji, jest wszystko, co ludziom trzeba do życia. Jest przeciwieństwem modelu amerykańskiego, w którym gdzie indziej się pracuje, gdzie indziej śpi, gdzie indziej robi zakupy a życie spędza w samochodzie między tymi punktami. W Europie jest inaczej... Radził, by Kraków dbał o skondensowanie, by nie rozciągał się niemiłosiernie w dogodne dla inwestorów kierunki. Chętnie do Krakowa przyjedzie..

Powyżej stare i nowe. Gdy na pierwsze z dzisiejszych spotkań - w centrum, przyszłam przed czasem, wypiłam kawę w ulicznym ogródku. Na drugie, z Alonso, który demonstracyjnie ma biuro w nowoczesnej i częściowo współtworznej przez siebie dzielnicy BCN też dotarłam za wcześnie - brakujące minuty przeczekiwałam jednak siedząc na designerskiej donicy, ubarwiającej wewnątrzosiedlową ścieżkę. Kawy ani śladu...

19:33, magdalena.kursa
Link Komentarze (2) »
Bujanie w pięknie

Taki drobiazg! Od dziecka nasiąka się tu pięknem. BCN-owskie dzieci bujają się na hustawkach w cieniu falujacej secesji. Nic dziwnego, że jako dorośli potrafią uchronić swe miasto przed inwazją pokracznej architektury. Takich placów zabaw na bulwarach Eixample jest mnóstwo. BCN w ogóle przyjazna życiu. Metropolia, po której chodzi się wolno. Dzieci mają tylko jeden problem, do szkoły ściągają je obowiązkowo już w wieku 3 lat.    

10:37, magdalena.kursa
Link Komentarze (4) »
Masowa turystyka światowa

W takich kolejkach stoją w BCN turyści do autobusu, który obwiezie ich po barcelońskich atrakcjach. Będę jutro dręczyć tutejszych specjalistów od turystyki o odpowiedź na dwa z pozoru wykluczające się pytania: jak przyciągać turystów i jak chronić miasto przed zadeptaniem przez turystów (zwłaszcza tych podziwiających je chwiejnym krokiem..) Macie pomysł o co jeszcze zapytać??

02:49, magdalena.kursa
Link Komentarze (3) »
Education

Wkurzyłam się rano na samą myśl, że mam iść do szkoły. Katalońskiej co prawda, ale jednak. Sama nie przepadałam za własną – uczyłam się dobrze, ale zawsze męczyły mnie te wywiadówki, oceny, srogie spojrzenia nauczycieli i ich humory, zakaz dyskusji... Wiem, że teraz to się zmieniło nawet u nas..

W katalońskiej szkole jest odwrotnie. Mówi się do nauczyciela na Ty, są nawet odrębne lekcje, na których uczy się dyskutowania konfliktów. Pytam 12-letniego Daniela, co stresuje go przed pójściem na lekcje? – Nic – odpowiada. A klasówki?  – Może trochę...– zastanawia się. Jego mama, Ewa Wysocka, wieloletnia korespondentka radia RMF w Barcelonie ma na ten temat swoje zdanie: - Byłoby lepiej, gdyby mieli więcej dyscypliny w szkole. Tu wszystko ma być takie fajne, fajne, że traci to swój sens. Poziom nauki jest o wiele niższy niż w Polsce.  

Daniel jednak nie ulega bylejakości. Już dziś planuje napisanie doktoratu o Templariuszach. Jego najbliższy przyjaciel Blai też ma charakter. Gdy wyciągam aparat fotograficzny, protestuje… - W tle mamy napis Coca – Coli. To reklama. Za takie zdjęcie w „Gazecie” Coca – Cola powinna nam zapłacić. Jak nie, to robimy zdjęcie gdzie indziej  – mówi kataloński 12 – latek. W wieku 12 lat nie miałam takiej marketingowej świadomości.…

Po drodze na lekcje Daniel i Blai ciągną swoje tornistry na kółkach, wyglądające niczym torby podróżne (dobry patent, nie wiem, czy dzieci w Polsce też sobie tak radzą z ciężarami książek). Wizyta w samej szkole krótka, choć zastanawiająca - ale o tym już w artykule na papierze …

 

00:42, magdalena.kursa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2